Rozdział 6 – Sevmione

Rozdział 6 – Sevmione

Po pierwszym, średnio udanym spotkaniu, Hermiona pojawiła się u swoich przyjaciół trzy dni później. Przez następne dwa miesiące wszyscy starali się dostosować do nowej sytuacji i – gdy trzeci miesiąc chylił się ku końcowi – Hermiona powoli znalazła rytm, który jej pasował. Rankiem jadła śniadanie z Severusem, szła na zakupy i pieliła w ogrodzie, a gdy zrobiło się na to zbyt chłodno, czytała i pisała. W południe przez dwie godziny uczyła miejscową dzieciarnię i bawiła się z nimi. Popołudniu albo szli na długi spacer zakończony obiadem w pubie, albo Severus gotował, po czym pracowali zgodnie w laboratorium przez godzinę lub dwie, by następnie przenieść się na sofę z ulubionymi książkami. Kolację jadła z Harrym i Ronem, okazyjnie z Ginny lub Molly, a nawet przetrwała dwa spotkania z przyzwoicie zachowującymi się bliźniakami. Wracała najczęściej wtedy, gdy Severus już spał.

Mimo pozorów ich relacja nie wróciła jednak na poprzednie tory. Nie było już wspólnego zasypiania, rozmów do poduszki. Podczas czytania nie siadał tak, by mogła się o niego oprzeć i owinąć jego ręką. Idąc do pubu trzymał dłonie w kieszeniach, choć wcześniej nawet mróz nie przeszkadzał im w trzymaniu się za ręce. Jego uśmiechy były mniej spontaniczne, przestał żartować i unikał zwyczajnych, codziennych gestów. Gdy w końcu zebrała odwagę, by zapytać go o powód takiego zachowania, odpowiedź jej nie zachwyciła.

mt_adplace_blog_post_img

~Jestem zmęczony i zapracowany. Po raz pierwszy od kilku lat mam możliwość popracować nad bardziej zaawansowanymi projektami, na które wcześniej nie miałem czasu.

Nawet jeśli było to prawdą, nie była pewna jak mógł wykorzystywać godziny, które spędzała w Kolebce, skoro na każdym spotkaniu czuła go, gotowego w każdej chwili przyjść jej z pomocą, uspokoić. Do chwili, gdy decydowała, że jeszcze kwadrans i wraca, na co zwykle odpowiadał, że w takim razie dobranoc, bo on już przysypia.

Tego wieczora narażona była na największą ilość bodźców od ostatnich miesięcy, bo wspólnie z przyjaciółmi zdecydowała, by tym razem nie ograniczali się. Oznaczało to, że gwar był większy, niż wcześniej. Siedziała z Harrym na kanapie i słuchała jego anegdotek z czasów szkolenia, które lekko dźgały jej dawną potrzebę trzymania się zasad, bo Harry, jak to Harry, łamał je nagminnie. Ron i Ginny kłócili się nad przekąskami co do szans Harpii w nadchodzącym Pucharze Świata. Wydawało się, że jeszcze moment i sięgną po różdżki. Lavender i Albus siedzieli naprzeciwko Hermiony, pogrążeni w jakiejś cichej, mentalnej dyskusji, która wywoływała w kobiecie spazmy śmiechu. Głębiej w pokoju bliźniacy odgrywali dziki taniec, usiłując zobrazować Arturowi dlaczego ich Żonglerki Nożne są tak świetnym produktem, że naprawdę, winą Ministerstwa jest ich brak wiary w nasze zabezpieczenia! Tych kilku testerów nie przeczytało instrukcji!

Kiedy Harry poszedł do toalety przymknęła oczy, by na chwilę, choć na minutę, odetchnąć.

~Naprawdę nie przyjdziesz?

Z drugiej strony więzi napłynęła do niej silna irytacja. Chyba Severus miał gorszy dzień.

~Ile razy mam mówić NIE nim to do ciebie dotrze? Nie mam ochoty patrzeć na Weasleyów en masse i Pottera na dokładkę. Jestem zajęty, nie przeszkadzaj mi, chyba że będziesz umierać.

~Co porabiasz?

~Umierasz?

~A co dostanę, jeśli powiem, że tak?

~Umierasz czy nie?

~Mogłeś po prostu przerwać połączenie, jeśli tak ci przeszkadzam.

Mogła się spodziewać, że po tym faktycznie zatrzaśnie jej drzwi przed nosem.

Parsknęła śmiechem i w tej samej chwili poczuła jak kanapa ugina się.

– Co tam w Ślizgońskim świecie?

– Nic takiego, Harry. – Wiedziała, że tak naprawdę nie chciał wiedzieć. – Mój mąż czasami potrafi być niezamierzenie dowcipny.

Jak zawsze, gdy wspominała o swoim mężu (nawyk, który pozostał jej po latach rozmów z sąsiadkami), Harry spochmurniał. Nie rozumiała dlaczego nie uznawał tego za zabawne. Ona z Severusem potrafili śmiać się z tego godzinami, a im bardziej zakochanych udawali, tym więcej żartów później sobie z tego robili. Nawet jeśli momentami było jej przykro.

Głos Harry’ego wyrwał ją ze wspomnień.

– Słuchaj… Wiem, że to spory skok na głęboką wodę, ale muszę wybrać się do Esów i Floresów pojutrze. Może zechciałabyś wybrać się ze mną?

Pochylił się w jej kierunku, a ona odruchowo odchyliła się w drugą stronę. Harry, którego pamiętała, nie przepadał za wchodzeniem w czyjąś przestrzeń osobistą. Ten nowy, starszy Harry, zdecydowanie częściej nawiązywał z nią kontakt fizyczny i nie miała serca powiedzieć mu, że nie czuła się z tym do końca komfortowo.

– To… To brzmi fantastycznie, Harry, ale obawiam się, że może to być dla mnie zbyt wiele.

– Od miesiąca jesteś w stanie znieść większą ilość ludzi, codziennie. Dziś nie widziałem, żebyś czuła się gorzej, a wszyscy zachowują się głośniej, niż zwykle. – Lekko rozbawiony wskazał kciukiem Rona, który właśnie, za jego plecami, czerwony na twarzy, wykrzykiwał statystyki jakiegoś gracza, co Ginny zagłuszała głośnym „nie słyszę, nie słyszę”. – Pokątna w tygodniu jest w miarę spokojna. Dużo się zmieniło i myślę, że wizyta tam, nawet na kwadrans, mogłaby ci pomóc. Byłbym przy tobie cały czas, więc byłabyś bezpieczna.

W przeciwieństwie do wielu mugolaków każda wizyta na Pokątnej wywoływała w niej takie same emocje, jak za pierwszym razem. Zachwyt i ekscytację. Być może spowszedniałoby jej to gdyby chodziła tam częściej niż dwa-trzy razy do roku, jednak nawet teraz, nawet wiedząc z czym może się to wiązać, perspektywa ponownego ujrzenia rozświetlonej, pachnącej magią ulicy była nęcąca.

– Muszę… Ja… – Nie chciała decydować w tej chwili. Bo choć chciała, bardzo chciała, w jej pamięci zbyt żywe było wspomnienie pierwszych wizyt na ryneczku miejskim i stanu, w jakim się później znajdowała. Wybrała więc opcję, której dawna Hermiona nie użyłaby nigdy. Opcję tchórza. – Muszę spytać…

– Tylko nie Snape’a! – krzyknął i poderwał się na równe nogi. Rozmowy i wygłupy ucichły jakby ucięte nożem, a Hermiona, nie spodziewając się takiej reakcji, skuliła się i pisnęła. – Czy ty jesteś od niego uzależniona? Przecież możesz podejmować własne decyzje!

– A ty dalej nie rozumiesz. – Lavender odezwała się tego wieczora po raz pierwszy, jej głos niechętny, spojrzenie spod ciężkich powiek oceniające. Hermiona pamiętała tę pogardę w jej wzroku. Przez siedem lat, niemal każdego poranka, była tak witana przez Lavender i Parvati, a po spojrzeniach następowały szepty i chichoty. Kilka razy, w listach, Lavender przepraszała ją za bycie „taką wredną suką” co jednak nie spowodowało, że Hermiona jej wybaczyła. Nie w pełni, bo przypuszczała, że ta strona charakteru Lavender wcale nie zniknęła. I miała rację, choć paradoksalnie to spowodowało, że teraz, po raz pierwszy, uraza do Lavender zupełnie ją opuściła. Bo koleżanka pełnię swojej siły skierowała na obronę jej. – To nie jest uzależnienie, a potrzeba i przyzwyczajenie. Przez ostatnie lata za jedyne towarzystwo ona miała Snape’a, ja Albusa, i jest dla nas naturalnym, że jeśli mamy na coś ochotę, wcześniej to konsultujemy. Oni wiedzą o naszym stanie zdrowia i możliwościach więcej, niż my same. Polegamy na ich zdaniu.

– Czyli co właściwie mówisz? Że już zawsze tak to będzie, że będą wami sterować? Przez przyzwyczajenie?

Ron podszedł do niego i szarpnął za łokieć, sycząc jego imię, ale Harry wyrwał mu się. Hermiona cofnęła się w kąt kanapy i poczuła, że po drugiej stronie połączenia Severus zaczyna się niepokoić. Zerkała na drzwi, raz po raz. Dom. Dom. Dom… Chciała do domu.

– Nie. – Ostry ton głosu Lavender przykuł jej uwagę, odciągając od narastającej chęci ucieczki. – Przez wybór. My chcemy z nimi rozmawiać, chcemy, żeby mieli wpływ na to, co robimy. Mogą się ciskać i kłócić, ale ostateczną decyzję podejmujemy my. To, co tu sugerujesz, a wręcz mówisz wprost, uwłacza nie tylko im, ale przede wszystkim nam. Nie jesteśmy i nigdy nie byłyśmy niczyją własnością.

– Nie zrozumiesz tego – dodała Hermiona. Zaczęła zbierać swoje rzeczy, po czym wstała i spojrzała Harry’emu prosto w oczy, choć ręce drżały jej tak, że ledwo trzymała różdżkę. – Nie zrozumiesz dopóki sam tego nie doświadczysz. A nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi.

Chyba zaczęło do niego docierać, że zrobił coś nie tak, bo cofnął się o krok i wskazał palcem torbę, którą założyła na ramię.

– Gdzie idziesz?

– Do domu. Muszę się uspokoić.

Rumieniec wstydu wpełzł mu na policzki i Hermiona, wbrew sobie, poczuła współczucie. Wiedziała, że Harry nie chce źle, że to wszystko przez jego nie do końca stabilny temperament, nie do końca zaleczony stres pourazowy, ale wiedza o tym nie wpłynęła na fakt, że w tej chwili chciała – musiała – uciec.

– Ja… Przepraszam, naprawdę. Nie chciałem – wyjęczał, zdejmując okulary i zasłaniając oczy.

– Wiem, ale muszę iść do domu.

– TU jest twój dom! – krzyknął, na wpół już płacząc i wyciągając do niej rękę na oślep.

Tak ją tym zaskoczył, że pisnęła i szybko ruszyła w kierunku drzwi czując, że jeszcze chwila i przekroczy granicę, zza której ciężko jej będzie wrócić.

Harry nie próbował jej zatrzymać. Usłyszała jak ją woła, jak przeprasza – wszystko to przez łzy. Nie mogła się jednak zatrzymać. Nie chciała.

– Tam jest mój dom – powiedziała cicho, ale nie na tyle, żeby jej nie usłyszał. – I muszę wracać. Odezwę się przez sowę.

Całe jej ciało drżało, pot lał się z niej strumieniami. Na nogach jak z waty wejście po schodach było wyczynem. Nawet gdyby chciała, nie mogła biec. Gdyby nie poręcz, nie dałaby rady. Usiadłaby na schodach i zaczęła płakać.

Odetchnęła z ulgą dopiero, gdy wyszła z kominka i poczuła znajomy zapach ziół oraz przypraw.  Przysiadła na oparciu kanapy czekając aż połączenie Fiuu zamknie się. Oddychała głęboko, jak nauczyła się tego w pierwszych latach choroby. Siedem sekund wdechu. Przytrzymać przez pięć sekund. Dziesięć sekund wydechu. Na palcach liczyła dwadzieścia-jeden, dwadzieścia-jeden, dwadzieścia-jeden… Rytm dwudzestek jedynek, który wyznaczał sekundy, ustabilizował ją na tyle, że gdy w końcu wstała, by dorzucić do kominka (jesień tego roku była niesamowicie chłodna), stała na pewnych nogach. W łazience rozebrała się z przepoconych ubrań i wzięła długi, gorący prysznic. Ciepła woda rozluźniła ją na tyle, że gdy wślizgnęła się pod pierzynę, miała wrażenie, że Hermiona sprzed godziny była kimś innym.

Severus leżał na boku przyglądając się jej przez chwilę, po czym kącik jego ust podjechał sardonicznie w górę.

~Ciężki dzień?

~Nie musisz być złośliwy.

~Nie muszę, ale mogę. Zwłaszcza, że jestem śpiący. – Wyczuł jej pytanie. – Byłaś w takim stanie, że bombardowałaś mnie swoimi emocjami kiedy przymykałem już oczy.

~Harry’ego wyjątkowo poniosło.

~W odróżnieniu od?

~Nie jesteś fair. On się martwi, że jestem od ciebie zależna, wręcz uzależniona. Że nasza więź robi ze mnie więźnia.

~Zgadzam się w takim razie, że wyjątkowo go poniosło – kretyństwo. Czego chciał?

~Skąd wiesz, że czegoś chciał?

~Nazwij to męską intuicją.

~Pokątna.

~Za wcześnie.

Uśmiechnęła się i przysunęła bliżej, by odczuć jego ciepło wypełniające przestrzeń między nimi. Rozmowa bez wypowiadania słów była tak prosta. Rozumieli się w lot.

~Też tak sądzę, ale chciałabym jednak to rozważyć. Choćby jako krótką wizytę.

~A zaraz potem do Munga na oddział? Bo nie wiem czy będziesz w stanie się aportować, a ja nie będę miał pojęcia jak cię znaleźć.

~Coś wymyślisz, jestem tego pewna. Jak eliksir?

~Do niczego. Wcześniej była tu… hmm, Veronica? Chyba. Matka Jose.

~Veronique. Czego chciała?

~Porozmawiać z tobą. Coś w sprawie jej męża.

Hermiona jęknęła w poduszkę.

~Miałam nadzieję, że przestanie po ostatniej takiej rozmowie. Czy ja wyglądam na doświadczoną kurtyzanę, żeby dawać małżeńskie porady?

~To zależy z której strony na ciebie spojrzeć.

W odpowiedzi sięgnęła po poduszkę i uderzyła go nią. A raczej próbowała. Złapał ją za nadgarstek i zmusił do opuszczenia ręki. Dopiero kiedy się poddała i przestała walczyć rozluźnił chwyt, ale nie puścił. Przeszedł ją dreszcz, gdy zaczął kreślić kciukiem kółka na jej skórze. Po tak długim czasie bez bliskiego kontaktu z nim zdziwiła się jak bardzo się za tym stęskniła.

Obawiając się, że on odczyta jej myśli, szybko zmieniła temat.

~Nie wiem skąd miałabym mieć tę ekspertyzę. Od siedmiu lat nie byłam w łóżku z facetem. – Na jego uniesioną brew szybko się poprawiła. – To znaczy, byłam, oczywiście, że byłam. Z tobą. Co noc. Nie, nie, czekaj. Nie tak. Byłam z tobą, ale my tylko sypiamy ze sobą. Śpimy. Odpoczywamy.

Kurze łapki wokół jego oczu napinały się z każdym słowem coraz mocniej, aż w końcu roześmiał się w głos. Na ten dźwięk – bliżej nieokreślony, który przez pierwsze kilka miesięcy uznawała za niepokojący – uśmiechnęła się, po czym sama zaczęła chichotać.

~Zaplątałaś się przepięknie. Ale nie martw się, też raczej nie mógłbym nikomu dawać porad małżeńskich.

~Chcesz powiedzieć, że przez te siedem lat ani razu? Z nikim?

~A niby kiedy? Byłem niańką na pełen etat i codziennie robiłem nadgodziny.

~Ale teraz już nie musisz. Masz sporo wolnego czasu.

~Pomijając fakt, że ciężko byłoby mi zagadać do jakiejś kobiety, to nie mam ochoty.

~Dlaczego?

Przewrócił oczami i zrobił coś, czego nie robił nigdy. Uniósł jej dłoń, pocałował delikatnie jej grzbiet i puścił, by obrócić się do niej plecami. Jakaś jej część – ta mała, chciwa część jej osoby – chciała poprosić, żeby znów jej dotknął.

~Dobranoc, Hermiono.

Chciała skupić się na Harrym. Chciała przekonać samą siebie, że można mu zaufać, że pomimo jego wad i problemów, zająłby się nią, gdyby trzeba było. Że koniec końców w końcu zaakceptuje jej więź z Severusem. Wiedziała, że to był obecnie palący problem w jej życiu, jednak jej myśli wracały do palców gładzących jej dłoń, do ust przyciskających się do jej skóry. Nagle te dwadzieścia centymetrów pustki między nimi było nie do zniesienia.

Czuła jego ciepło, słyszała jego oddech, a mimo to miała wrażenie, że są na orbitach innych planet.

~Severus… Pssst, Severus. Śpisz?

~Tak.

~O, a co ci się śni?

~Cisza i spokój. Co jest?

~Czy… hmmm… Czy mogę…

~Czyli nic istotnego. Dobranoc.

Pociągnęła go za koszulkę na plecach i przymknęła oczy, zbierając się na odwagę.

~Ej, no. Chciałam zapytać czy mogę się do ciebie przytulić.

Usłyszała szelest pościeli, gdy obracał się ku niej, zapewne po to, by posłać mordercze spojrzenie. Westchnął, a gdy uchyliła powieki zauważyła, że uniósł jedną rękę do góry tak, by mogła się w niego wtulić. Przysunęła się tak blisko, jak tylko się dało i zamruczała z radością. Uwielbiała jego zapach, a szerokie ramiona i silne ręce chowające ją przed światem powodowały, że czuła się tak bezpiecznie, jak nigdzie indziej.

~Czy coś się dzieje? Masz nawrót paniki?

~Nie. To nie to. – Nie dając mu czasu na zadawanie więcej pytań szybko zadała własne. – Co twoja męska intuicja mówi o Harrym? Dlaczego ma takie skoki nastrojów?

~Potter jest zazdrosny.

~Zazdrosny? – Uniosła głowę, by spojrzeć mu w twarz, ale zamiast tego mogła przyjrzeć się jedynie jego mocno zaciśniętej żuchwie. Aż tak irytował go ten temat? – O co?

~O te wszystkie lata, gdy to ja byłem z tobą, a nie on. Podobasz mu się, chce cię dla siebie i widzi we mnie konkurencję.

– Chyba sobie żartujesz!

Odsunął ją lekko od siebie.

~Bądź łaskawa nie drzeć mi się do ucha. Nie mogę odpłacić się tym samym.

Hermiona usiadła i spojrzała na Severusa wielkimi oczami.

– To brzmi jak kiepski dowcip. Harry nie jest mną zainteresowany, a nawet gdyby był, to co ty masz do tego wszystkiego?

~Zaproszenie Pottera było tak naprawdę zaproszeniem na randkę, tylko jesteś zbyt tępa, by to pojąć. Nie, nie zaprzeczaj. – Dźgnął ją palcem w ramię z ponurą miną. – Jesteś nieprawdopodobnie nieświadoma tego jak działasz na innych i nie widzisz nawet najbardziej oczywistych form zalotów. Potter do subtelnych nie należy, więc jeśli tego nie widzisz, to chyba facet musiałby wykrzyczeć ci prosto w twarz, żebyś zauważyła jego zainteresowanie.

Pokręciła głową z niedowierzaniem. Harry? Na randkę? Harry??? To całkowicie zmieniało postać rzeczy. Odmówić przyjacielowi wyjścia do księgarni – to jedno. Ale odrzucić zaproszenie na randkę…

Ledwie pamiętała swoją ostatnią, która była podyktowana desperacją i chęcią przeżycia czegoś, w razie gdyby nie przeżyli. Terry Boot był słodki, nieporadny i tak bardzo, bardzo przerażony. Wtedy, choć sama była niemal chora ze strachu, gdy już leżeli nadzy i spoceni, pocieszała go jak tylko umiała.

Niecałą dobę później musiała zidentyfikować jego ciało po tatuażu z krukiem, który miał na łopatce. Jego głowa rozprysła się jak krwawy balon w trakcie pierwszej szarży, w pierwszych minutach.

~Sądzisz, że powinnam pójść?

~To musi być twoja decyzja. Dobranoc.

Obrócił się do niej plecami i chyba od razu zasnął. Hermiona jednak całą noc leżała wtulona w jego plecy, zastanawiając się co powinna zrobić. Czy to byłoby takie straszne umówić się z kimś? Iść z kimś za rękę, może zjeść coś smacznego, rozmawiać, śmiać się, całować… Bywały momenty kiedy w towarzystwie Harry’ego czuła się niekomfortowo, ale nie mogła zaprzeczyć, że był zabawny, przystojny i taki… taki żywy.

Świtało, gdy ponownie westchnęła, a Severus poruszył się.

~Mogłabyś przestać się wiercić i wzdychać? Budzisz mnie co chwilę.

~Przepraszam. Dużo myślałam.

~Nie zdarzyło się nigdy wcześniej.

~Ha. Ha. Bardzo śmieszne.

~Mogę wrócić do spania?

~Podjęłam decyzję.

Gdyby nie miała ręki przerzuconej przez jego pas, nie poczułaby jak spina mięśnie, jakby w oczekiwaniu na cios. Dopiero po chwili przypomniała sobie słowa Dumbledore’a, że Severus nie lubił zmian, a ta miała być duża.

~I?

~Pójdę. Na randkę z Harrym.

~…

~Severusie? Myślisz, że robię dobrze? Idąc na randkę?

~To nie randka jest tu problemem. Problemem jest miejsce. Moim zdaniem na Pokątną jest za wcześnie, ale, Hermiono, to twoje życie i nie mogę za ciebie decydować. Dajesz sobie radę o wiele lepiej, niż przewidywałem, więc być może i tym razem okaże się, że jesteś na to bardziej gotowa, niż bym przypuszczał.

~Ale nie jesteś z tego zadowolony? Przecież czuję.

Uniosła się na łokciu, zaglądając mu przez ramię, ale odwrócił twarz bliżej poduszki. Cokolwiek było na niej wypisane, nie była w stanie tego dojrzeć.

~Wolałbym, żebyś nie dostała kolejnego ataku. Jeśli tylko poczujesz, że coś jest nie tak, natychmiast wróć.

~Oczywiście.

~Skoro już to ustaliliśmy, czy mogę wrócić do spania? Ty też powinnaś się zdrzemnąć.

~Tak, oczywiście. Dziękuję ci.

Ponownie się w niego wtuliła i zasnęła szybciej, niż sądziła, że to możliwe.

Nie mogła wiedzieć, że Severus nie spał ani przed tą rozmową, ani po niej. Leżał, gładząc jej dłoń i wpatrywał się nieprzeniknionym wzrokiem przed siebie.

Rozdziały<< Rozdział 5Rozdział 7 >>
Source

/ 5.

Biuro podróży at promarTRAVEL | Website | + posts

Planujesz urlop, ale nie masz ochoty organizować samodzielnie całego wyjazdu? Czujesz, że logistyka może cię przerosnąć? Postaw na profesjonalną pomoc w tym temacie! Dowiedz się, czym warto się kierować, wybierając najlepsze biuro podróży.

Written by Promar

Planujesz urlop, ale nie masz ochoty organizować samodzielnie całego wyjazdu? Czujesz, że logistyka może cię przerosnąć? Postaw na profesjonalną pomoc w tym temacie! Dowiedz się, czym warto się kierować, wybierając najlepsze biuro podróży.

Leave a comment